MATKA | film | Tydzień Estoński

Film “Matka” prezentowany w sekcji Odkrycia na ostatnim Warszawskim Festiwalu Filmowym to oryginalny thriller w stylu Agathy Christie, zabarwiony fantastycznym czarnym humorem.

Reżyseria: Kadri Kousaar
Czas trwania: 1H30

 

Tytułowa matka, Elsa, mieszka na estońskiej prowincji, w jednej z tych małych mieścin, gdzie wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą. Bohaterka opiekuje się synem Laurim, który przebywa w śpiączce po tajemniczym postrzeleniu.

Elsa bardzo dba o syna, ale męczą ją niekończące się odwiedziny. Lauriego, który pracował jako nauczyciel, odwiedzają koledzy i koleżanki z pracy, uczniowie, przyjaciele, dziewczyna – i wszyscy oni wywnętrzają się Elsie o swoich problemach.

Tymczasem miasteczko aż huczy od plotek na temat postrzelenia. Kto i z jakiego powodu mógł zrobić coś takiego w miejscu, gdzie każdy zna każdego jak własną kieszeń?

Z recenzji:

“Cudowna rola Tiiny Mälberg.” – Sheila O’Malley, RogerEbert.com

“Intrygujący, pięknie zagrany, bardzo realistyczny. Nie sposób nie polecić.” – Scott Clark, Cinehouse

“Morderczo zabawny.” – Stephen Dalton, The Hollywood Reporter

“Humor jak w „Fargo” – sama przyjemność w oglądaniu.” – Jay Weissberg, Variety

“Piękne zdjęcia z naturalnym światłem, które służy jako przeciwwaga dla mrocznego tematu.” – Caroline Ely, Film-Forward

 

Kto lubi kryminały przesiąknięte – nieprzesadnie – krwią, kłamstwem i nieprawością, snute w spokojnym tempie, stylizowane na osadzone z dala od miast opowieści braci Coen, pozwalające obserwować lokalne obyczaje i cechy charakteru w krzywym zwierciadle, ten z łatwością odnajdzie się w sennej atmosferze estońskiej „Matki”. Kadri Kõusaar, autorka tego dzieła, zna się bardzo dobrze na naturze ludzkiej. Świetnie rozumie, co to dystans, samokontrola i samoopanowanie, powściąganie emocji, a także sceptycyzm co do tego, że człowiek jest stworzony do czynienia dobra. Można założyć, że bohaterowie filmu są uosobieniem stereotypowych estońskich cech znanych jedynie wąskiej grupie znawców hanzeatyckiej kultury, co wcale jednak nie przeszkadza identyfikować się z nimi i mieć poczucie, że uczestniczy się w interesującej grze, której reguły nie są do końca znane.
– tak pisał o tym filmie w “Polityce” Janusz Wróblewski [źródło].