Szekspirowska zoologia.

Jak pisze Maja Margasińska w tekście „Ogród zoologiczny Pana Szekspira”( Dziennik Teatralny Warszawa, 11.04. 2016), w sztukach Szekspira pojawia się ponad 120 gatunków zwierząt, w samym “Hamlecie” jest ich 47, a w “Śnie nocy letniej” 70. Nigdy jednak zwierzę w dramatach stradtforczyka nie jest podmiotem, jego figura zawsze pojawia się w kontekście służebnym wobec antropocentrycznej akcji. Pojawianie się motywów zwierzęcych wprowadza relacje czasowe (słowik i skowronek w “Romeo i Julii”) , służy eksponowaniu ludzkich cech, często tych negatywnych (“Ryszard III” porównywany do dzika), a transformacja Spodka w zwierzęcą hybrydę odbywa się w aurze upokorzenia. Nawet gdy Tytus Andronikus lituje się nad zabitą przez Marcusa muchą, litość ta służy jedynie eksponowaniu osobistej tragedii bohatera. Motywy animalistyczne i same zwierzęta licznie zagościły w spektaklach tegorocznej edycji festiwalu. Pojawiły się one na różnych poziomach teatralnego uniwersum: od przywołań, poprzez aktorskie reprezentacje, wizualizacje, naśladownictwa dźwięków, aż po rzeczywistą obecność na scenie psa Mani. Momentami można było odczuć wrażenie ich nadfrekwencji i nie mam tu na myśli 6 milionów szpaków, tylko doszytych do Hamleta żółwia i meduzę. W tym kontekście rodzą się pytania: jaki obraz zwierzęcia niosą współczesne szekspirowskie spektakle. Czy zgodny jest on z wizją mistrza czy też służy opisaniu dzisiejszej rzeczywistości? I wreszcie – czy i na jakich zasadach- gotowi jesteśmy zaakceptować zwierzę nie tylko jako element świata przedstawionego, ale jako podmiot spektaklu?

Wojciech Kieler