Shaking the Walls – podsumowania

Europejski projekt współpracy międzynarodowej pomiędzy pięcioma organizacjami kulturalnymi: Gdańskim Teatrem Szekspirowskim (lider projektu) oraz organizacjami partnerskimi – Teatrem An Grianan z Letterkenny (Irlandia), Cooltour z Ostravy (Czechy), RaTaTam z Reykjaviku i Parrabboli z Londynu zakończył się w grudniu 2020.

Filmowe efekty przedsięwzięć realizowanych przez Gdański Teatr Szekspirowski można oglądać na Youtube Teatru TUTAJ.

Informacje o działaniach projektu we wszystkich krajach partnerskich dostępne są na ShakingtheWalls.eu

28 i 29 sierpnia miało miejsce wydarzenie, które było głosem Gdańska w projekcie Shaking the Walls, podkreślającym rolę Gdańska w przemianach demokratycznych w Europie Wschodniej. „Wymurzanie Wolności” – widowisko multimedialne w reżyserii Roberta Florczaka, prezentowane na wertykalnej scenie skonstruowanej na murach Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, odbyło się z okazji 40-lecia Porozumień Sierpniowych i dofinansowane zostało również ze środków Miasta Gdańska.
Reżyser wydarzenia, tak mówi o projekcie:

W moim przypadku projekt Shaking the Walls nałożył się na 40 rocznicę podpisania „Porozumień Sierpniowych”, które były fundamentem polskiej bezkrwawej rewolucji. To w Gdańsku przeciwstawne sobie strony dogadały się ponad ideologicznym murem, by dla dobra wspólnego zachowując odmienne poglądy odstąpić od wykorzystania przemocy. To tu zaczęły kruszyć się mury komunizmu i podpisano się pod początkiem końca totalitarnego państwa. W spektaklu „Wymurzanie Wolności” chciałem pokazać ten piękny moment, kiedy olbrzymia większość społeczeństwa w całej swojej różnorodności decyduje się zjednoczyć, by pokonać system, w którym człowiek był trybikiem zdehumanizowanej machiny, a nie jej świadomym i wolnym podmiotem. Po 40 latach od porozumień sierpniowych i 30 latach wprowadzenia demokratycznych reguł państwa prawa doszedłem do przykrego wniosku, że niestety wolność i demokracja raz zdobyte, nie są dane raz na zawsze. Polska jest jednym z tych państw, w którym rządzący, kościół rzymskokatolicki i związane z nimi media budują mury podziałów. W kraju, dla którego solidarność jako słowo przekształcone w symbol doprowadziło do wolności, karmi się społeczeństwo niechęcią do emigrantów, środowisk LGBT, muzułmanów, żydów, ateistów, a nawet sędziów, lekarzy i nauczycieli. W kraju „Solidarności” rosną mury nieufności i dyskryminacji. Wydawało mi się, że wraz z całą niezwykle utalentowaną i złożoną ze wspaniałych indywidualności ekipą Transgatunkowego Teatru SFINKS warto tymi murami potrząsnąć. Staraliśmy posiłkować się otwartym kulturowo językiem sztuki. Mimo, że historia zaprezentowana w spektaklu odnosiła się do Polski to starałem się, aby w miarę możliwości była uniwersalna i zrozumiana poza słowami, których użyłem szczątkowo, a skromne i zremiksowane mini fragmenty przemówień, dodają bardziej pikanterii dla polskiego widza, niż stanowią istotną wartość narracji. Narracji prowadzonej obrazem, kostiumem, ruchem, muzyką i wizualizacją. Zależało nam na przekazie, nie tyle historycznym, co emocjonalnym. Chcieliśmy pokazać brutalną unifikację i dehumanizację jednostki w totalitarnym systemie, sprowadzenie społeczeństwa do machiny. Nasza machina tak, jak komunistyczny system lat 80, zacina się i bankrutuje pod naporem Solidarności. Radość wolności rozjeżdżają czołgi stanu wojennego. Najcelniejszą formą przejścia od kolejnej fazy zniewolenia do wolności, okazała się forma mszy. Z satysfakcją jako ateista pokazałem rolę wiary w drodze do wyzwolenia. Szkoda, że wtedy otwarty na wyzwolenie polski kościół katolicki, obecnie robi wiele, by pozbawić społeczeństwo tej wolności, a szczególnie kobiety i przedstawicieli LGBT. Symbolicznie, ludzie sztuki: śpiewaczka , baletnica i muzycy kolejny raz porywają do wolności. Starałem się pokazać, że tę sielankę niszczy nacjonalistyczna hołota, a obroną są wielkie czarne parasole, przywołujące zarówno wolnościową walkę polskich kobiet, jak i społeczeństwa Hong Kongu. Z tego lasu parasoli pierwszy wyłania się i walczy o swoją wolność wypowiedzi reprezentant społeczności LGBT (która w ostatnich Polskich wyborach zastąpiła emigrantów jako „ideologiczny” straszak), następnie dołączają kolejni przedstawiciele społeczeństwa w całej swojej różnorodności, by fizycznie waląc w mur Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, walić w mury autorytaryzmu i nietolerancji. Mam nadzieję, że ten kalejdoskop przemian, choć w skromnej mierze pokazał, jak krucha jest sprawa wolności i że batalia o nią powinna trwać nieustannie, powinna być dla nas naturalna jak oddychanie. Spektakl ten dedykowałem społeczeństwu Białoruskiemu, które w tym czasie wyszło na ulice, by walczyć o swoją godność i prawo do samostanowienia. Dla mnie i dla całego zespołu Transgatunkowego Teatru SFINKS było wielkim zaszczytem uczestniczyć w projekcie Shaking the Walls, by dołożyć naszą cegiełkę do dyskursu na temat wolności, tolerancji i zrozumienia ponad murami podziałów.

Robert Florczak – malarz, scenograf, animator kultury. Założyciel fundacji Sopockie Forum Integracji Nauki, Kultury i Sztuki (SFINKS)

29 listopada 2020 w ramach projektu Shaking the Walls, zaprezentowaliśmy islandzki spektakl „Suss!” czyli „Ciii”, zrealizowany na bazie 200 godzin wywiadów z ofiarami i sprawcami przemocy domowej przez grupę teatralną RaTaTam z Reykjaviku. Po spektaklu odbyła się dyskusja z twórcami oraz polską ekspertką, psycholog Martą Typa z Centrum Praw Kobiet w Gdańsku. Poniżej prezentujemy jej refleksje dotyczące projektu:

Jak pokazuje wiele badań, przemoc interpersonalna była i jest powszechnym zjawiskiem. Wpisuje się w agresywną stronę człowieka, tę, o której wolelibyśmy zapomnieć; nie mówić, zamieść pod dywan, bo przecież nie zawsze tę agresję widać na zewnątrz. Co za tym idzie, próbuje się uciszyć te osoby, które cierpią, bo ich cierpienie boli także innych ludzi – jest po prostu niewygodne. Jakże łatwiej jest spojrzeć na nie sceptycznie, stereotypowo, w sposób uogólniony, od strony działań jakiejś lewicowej partii, czegoś nienormalnego, co przecież „mnie nie dotyczy, na szczęście”. Tym bardziej, kiedy dotyka dorosłej osoby – no jak zdrowa, świadoma osoba, może sobie na coś takiego pozwolić! Spektakl SUSS! w bardzo prosty, ale też bezpośredni sposób pokazuje jak bardzo zawiłe jest to zjawisko. Że nie da się go włożyć w sztywne ramy i po prostu zapomnieć. Szczerze, a czasem i groteskowo wskazuje jak bardzo jest ono nieoczywiste, indywidualne, cykliczne, zależne od otoczenia; jak pomimo pewnych oczywistości trwa sobie w najlepsze i tym, których dotyka na długo zamyka usta.
W istocie, to co należy robić, by przeciwdziałać przemocy to sprawiać, by nie była anonimowa. By nie była „jakimśtam zjawiskiem”, by nie była lewicową ideologią, która promuje kobiety. Naświetlać indywidualne historie, uwrażliwiać, empatyzować, dawać głos tym, którzy „suss!” słyszą od lat. Spojrzeć realistycznie na to, że to co indywidualne, leży także po stronie obywateli i państwa, które powinno przemoc zwalczać skutecznie. Czasami jedna dobrze opowiedziana historia, może uratować komuś życie.
Było mi niezmiernie miło reprezentować fundację Centrum Praw Kobiet, rozmawiać z tak niezwykłą reprezentacją tego dzieła – Gudmundurem Thorvaldssonem i Philipem Parrem. To, co jednak odczuwałam w trakcie dyskusji prowadzonej przez Dorotę Brzezińską, to był także smutek, wywołany chyba zwyczajną zazdrością. Choć spektakl daje nadzieję i jego skutki w samej Islandii prowadzą w stronę światła i lepszego jutra pod względem tego, jak to powinno wyglądać.. Mam poczucie, że w Polsce żyję w alternatywnej rzeczywistości, która nieustannie się uwstecznia, niwelując ciężką pracę i każdą historię, która przez lata była opowiadana publicznie.
Fundacja Centrum Praw Kobiet od ponad 26 lat stara się zwrócić uwagę na osoby najbardziej zagrożone pod względem uszkodzenia ciała i utraty życia – czyli kobiety i ich dzieci. I od 26 lat mówi dokładnie to samo – oto indywidualne historie, oto czego potrzebują. I wystarczy pstryknięcie palcem politycznym, by to, na co ciężko pracujemy, nie miało znaczenia. Po dziś dzień toczymy walkę, nie tylko o to, by przemoc naświetlać i zwalczać, ale żeby osoba, która zdecyduje się o niej powiedzieć, nie musiała zostać za nią paradoksalnie ukarana. Poczułam dyskomfort, że to, co jest teraz, to trochę więcej niż samo „suss!”. To przemoc kulturowa i instytucjonalna w czystej postaci. W gruncie rzeczy to właśnie ruchy feministyczne jako pierwsze w historii naświetliły zjawisko i indywidualną perspektywę. Tylko, że w krajach skutecznie z nią walczących działo się to . 30 lat temu… I zadziałało. Co musi się stać u nas, nie wiem. Mamy dostęp do internetu, kultury, spektakli, mamy rosnącą świadomość, protesty na ulicach po zakazaniu aborcji. A obok niej, ciemne chmury, pełne agresji, wyparcia, ataku na to, co ma nieść ukojenie cierpiącym, nienawiść motywowaną czymś więcej niż niewiedzą. Jesteśmy podzieleni, z pełną świadomością konsekwencji, które taki podział ze sobą niesie. A Polki, tak bardzo waleczne i pokonujące przemoc każdego dnia, leczymy z życia w przemocowej Polsce.
I tak szłam z tego spektaklu do domu, z jednej strony pełna energii i nadziei, z drugiej dyskomfortu wywołanego tym, co wiem i znam ze swojej pracy na co dzień. I pomyślałam sobie, że pewnej zmiany i tak żadna siła nie zatrzyma. Że choćbyśmy się zabunkrowali sto metrów pod ziemią europejską, ludzie nie przestaną drążyć tematu. I że jestem jedną z tych osób, które mogą coś zmieniać i moja praca realnie ma znaczenie. Że jestem młodą Polką, że niby co ja tam wiem, ale jednak wiem swoje, tak jak tysiące innych osób codziennie walczących ramię w ramię, by tę przemoc jednak zauważyć tak jak trzeba. Że mamy rację, nie damy się tej przemocy i nikt nas uciszać nie będzie, że nie jesteśmy w tym sami. I zza ciemnych chmur w mojej głowie, wyszło słońce. I za to Wam, z całego serca, dziękuję.

Marta Typa, psycholog, Centrum Praw Kobiet w Gdańsku


Na koniec wypowiedź osoby, która uczestniczyła jako ekspert zarówno na początku drogi naszego projektu, przy identyfikacji problemów i barier, które chcieliśmy poruszyć ale także na jego etapie końcowym, prowadząc rozmowę z twórcami i uczestnikami ze społeczności lokalnej Gdańska biorącymi udział w stworzeniu koprodukcji „Shake Fear | Break Walls„. Był to spektakl teatru społecznego, który podsumowywał całość projektu Shaking the Walls, pokazując tematy z którymi pracowano w krajach partnerskich a także ich języki. Przy realizacji spektaklu brali także udział reprezentanci wszystkich trzech krajów partnerskich.

Kiedyś myślę o projektach, w których uczestniczyłam w ostatnim czasie, mam poczucie satysfakcji i szczęścia. Zawsze, kiedy otrzymuję zaproszenie do współpracy od Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, wiem, że będę uczestniczyć w czymś ważnym. Tak było i tym razem. W projekcie Shaking the Walls brałam udział niejako klamrowo. Wszystko zaczęło się w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim 9 maja 2019 roku podczas debaty „Język kolczasy? Sztuka zadziorna?”. Wraz z innymi zaproszonymi gośćmi rozmawialiśmy o jakości języka w debacie publicznej, granicach ekspresji w sztuce, konkretnie w teatrze, wreszcie o kształtowaniu się świadomości młodych ludzi, ich potrzebach i możliwościach istnienia w przestrzeni publicznej, społecznej poprzez język. To było dla mnie bardzo ważne spotkanie. Zajmując się na co dzień edukacją i popularyzowaniem kultury, widzę, że wciąż za mało słuchamy głosu młodzieży. Jako tak zwani dorośli znacznie częściej artykułujemy swoje oczekiwania wobec młodych, serwujemy im gotowe, bo wygodne dla nas, rozwiązania. Rzadziej słuchamy tego, co oni mają do powiedzenia, a ostatecznie, wielokrotnie niedopuszczani do głosu, do wykrzyczenia. Ten krzyk przybiera różne formy. I choć często wykracza poza tak zwane normy, również językowe i staje się kolczasty, jest jedynym możliwym, bo dotkliwym, wołaniem o uwagę.
Gdy po tak sformułowanych wnioskach w maju 2019 roku, stanęłam na deskach Teatru Szekspirowskiego 27 listopada 2020 roku, by porozmawiać z uczestnikami spektaklu „Shake Fear/Break Walls”, stworzonego przez Parrabolę na bazie efektów projektu Shaking the Walls, poczułam, że są miejsca i są ludzie, którzy potrafią genialnie słuchać. Philip Parr ma bowiem na świat i ludzi słuch absolutny. W czasie dwóch tygodni prób, poprzedzonych samodzielną pracą poszczególnych zespołów w różnych częściach Europy z Islandii, Czech i Irlandii i Gdańska, udało się twórcy teatru Parrabola stworzyć niezwykłe widowisko. Reżyser, podążając za aktorami, podjął próbę połączenia ludzi z różnych kultur i wyznań, z odmiennymi poglądami, innymi doświadczeniami, w różnym wieku. Każdemu pozwolił zaglądać w głąb siebie, słuchać swojego wewnętrznego głosu, odkrywać i odsłaniać swoje talenty. W tym tak bardzo zróżnicowanym, międzynarodowym środowisku, powstał spektakl, który zadziwił nawet samych twórców. W rozmowie po projekcji, wszyscy zgodnie stwierdzali, że stworzenie warunków, w których człowiek czuje się bezpiecznie ze wszystkim, co potrafi i co go ogranicza, z podobieństwami i różnicami, daje szansę na wypracowanie wspólnego głosu w bardzo różnych sprawach. Jeśli takie działanie jest możliwe, dlaczego nie spróbować tej prostej metody w naszych małych codziennych spektaklach życia? Niech inspiruje nas sztuka.

Joanna Lisiewicz, edukatorka, wykładowczyni akademicka, teatrolożka